Lata 1939-45

 

Już we wrześniu 1939 roku los polskich szkół był przesądzony. W memoriale Urzędu Polityki Rasowej NSDAP z 25 listopada 1939 roku sformułowane zostały zasady hitlerowskiej polityki oświatowej na ziemiach polskich wcielonych do Trzeciej Rzeszy.  Według tego dokumentu „ Polskich szkól nie będzie już w przyszłości na polskich obszarach. W ogólności będą istnieć tylko niemieckie szkoły, oczywiście z odpowiednio podkreśloną narodowosocjalistyczną nauką ”.

H. Himmler w przemówieniu z dnia 15 maja 1940 roku zaznaczył, że „dla niemieckiej ludności wschodu nie mogą istnieć wyższe szkoły niż czteroklasowa szkoła ludowa. Celem takiej szkoły ludowej ma być wyłącznie: proste liczenie, najwyżej do 500, napisanie nazwiska, nauka, że nakazem bożym jest posłuszeństwo wobec Niemców, uczciwość, pilność, grzeczność. Czytania nie uważam za konieczne. Oprócz tej szkoły nie mogą
istnieć na wschodzie w ogóle żadne szkoły. Rodzice, którzy zechcą dać swoim dzieciom lepsze wykształcenie, zarówno w szkole ludowej, jak i później w szkole wyższej, muszą złożyć odpowiedni wniosek do wyższych dowódców SS i policji. ”

Polskich nauczycieli aresztowano i mordowano. Najbardziej krwawą akcję wobec nauczycieli bydgoskich w postaci masowego internowania, a później rozstrzeliwania pod Fordonem (21.X.1939) w dniu 4.XI.1939 r., radca kryminalny Lollgen  opisał w sprawozdaniu: „Akcja przeprowadzona przeciw polskiej inteligencji jest w zasadzie zakończona…. Spośród inteligencji polskiej (nauczycieli, członków Związku Zachodniego) i ludzi znanych z nienawiści do Niemców zlikwidowano w ciągu ubiegłego tygodnia 250 osób”. Kolejne sprawozdanie  z 10.XI.1939 r. zawiera nawet dane statystyczne na temat wyników akcji przeprowadzonych przeciwko .przedstawicielom inteligencji polskiej w Bydgoszczy i okolicy, wymienieni są także nauczyciele, spośród których w czasie od 30.X. do 10.XI.1939 r. „75 zlikwidowano, 68 ewakuowano, 66 zwolniono”. 

Ofiarami walki z polską inteligencją stali się również nauczyciele z terenu gminy Miasteczko. W czasie II wojny światowej zginęli: Piotr Ziarnek, Marian Mrugowski, Wiktor Kaja, Wiktor Obrowski, Zdzisław Urbański, Feliks Kurowski, Mieczysław Bleja oraz Władysław Kaja.
Od września 1939 roku nadzór nad wprowadzeniem na terenie zajętym,  niemieckiego modelu szkolnictwa sprawował okręgowy pełnomocnik ds. nauki, wychowania i oświaty Adalbert Boeck. Bezpośrednio w terenie, nad otwieraniem szkół,  czuwali powiatowi pełnomocnicy do spraw nauki, wychowania i oświaty. Rejencyjnym władzom szkolnym podlegały Urzędy Szkolne w miastach i powiatach, do ich kompetencji należały sprawy budżetowe oraz gospodarcze. Pracą szkół kierowali dyrektorzy , których pozycja została wzmocniona względem zakresu kompetencji Rad Pedagogicznych. Pełniły one tylko rolę opiniodawczą i to w sprawach drugorzędnych. W  szkolnictwie powszechnym, kierownik szkoły nosił tytuł rektora,  jeżeli szkoła liczyła minimum 8 klas i 7 nauczycieli, bądź też Hauptlehrer, w przypadku szkół z co najmniej z 3 klasami i 3 nauczycielami. Nazistowskie okręgowe władze szkolne przewidywały m.in. powstanie 658 jednoklasówek na ogólną liczbę 1710 szkół. Do listopada 1939 roku  w Okręgu Rzeszy Gdańsk – Prusy Zachodnie,  otwartych zostało około 700 szkół powszechnych, a do końca 1940 roku liczba ta zwiększyła się do 1400 zaś w roku 1941 istniało 1798 szkół powszechnych z 6313 klasami, w których naukę pobierało 277 710 uczniów.

Personalne koszty utrzymania szkół pokrywało państwo nazistowskie,  z kolei gminy zostały zobowiązane do pokrywania kosztów rzeczowych. Proces tworzenia szkolnictwa powszechnego przebiegał wolno, przede wszystkim ze względu na brak nauczycieli. W maju 1940 roku w powiecie wyrzyskim spośród przedwojennych 103 szkół powszechnych otwarte było tylko 15,  a rok później 72. W roku 1941 było 11064 dzieci w wieku szkolnym, wśród nich  tylko 1565 niemieckich.W szkołach prowadzono intensywną indoktrynację nazistowską. Cele nauki zostały wyłuszczone w „Mein Kampf ” Adolfa Hitlera. Według Hitlera wychowanie szkolne miało prowadzić do  ukształtowania w uczniach takich cech jak: wierność, gotowość do ofiar, umiejętność milczenia, wiara we własne możliwości, siła woli, determinacja, odpowiedzialność i posłuszeństwo. Hitler za najważniejsze przedmioty  nauczania uważał historię oraz ćwiczenia fizyczne. Pisał, że  „ mniej wykształcony , ale zdrowy fizycznie człowiek o dobrym, silnym charakterze, pełen energii, i siły woli, jest więcej wart aniżeli inteligentny cherlak”.

W dniu 22 września 1939 roku Albert Forster wydał dwa kluczowe  zarządzenia dotyczące szkolnictwa. W pierwszym z nich nakazywano zamknięcie prywatnych szkół z językiem polskim, zaś prywatnym szkołom niemieckim nadawano prawa szkół publicznych. Drugie zarządzenie wprowadzało ośmioletni, powszechny obowiązek szkolny dla wszystkich dzieci w wieku 6 – 14 lat. Obowiązek ten odnosił się tylko do dzieci niemieckich oraz do określonej grupy polskich. Dzieci polskie, które miały prawo do nauki, to dzieci autochtonicznych mieszkańców, którzy zamieszkiwali tu przed rokiem 1918. Natomiast dzieci kongresowiaków, jako ludności napływowej (wg niemieckiej terminologii ),  takiego prawa nie miały.

Rodzice musieli zgłosić dzieci w dniu 25 września  o godzinie 8:00, przedstawiając dowód osobisty, metrykę dziecka oraz świadectwo szczepienia. Przy rekrutacji obowiązywała zasada rejonizacji w ramach istniejących obwodów szkolnych.

Na początku okupacji program nauczania polskich dzieci obejmował tylko język niemiecki oraz matematykę zredukowaną do nauki czterech podstawowych działań matematycznych. Nauka trwała 2-3 godziny dziennie. Wpajano uczniom dyscyplinę, punktualność i porządek. W klasach II-IV dołączono także naukę muzyki. Koszty zakupu książek pokrywali rodzice. Rolę zachęty do pracy spełniał system nagród. W roku szkolnym 1942/43 zorganizowano okręgowy konkurs na szkoły osiągające najlepsze wyniki w nauce. W konkursie wyróżniona przez Alberta Foerstera została m.in. szkoła powszechna w Grabównie. Wagary pociągały za sobą nawet sankcje karne,  kara dosięgała rodziców za nie posyłanie dzieci do szkoły, z wnioskiem występował zawsze dyrektor szkoły. Rodziców karano zazwyczaj grzywną pieniężną, czasami aresztem. 

Polskie dzieci były znieważane i bite,  przede wszystkim za mówienie po polsku. Bicie uważano za podstawowy środek wychowawczy. Dzieci zmuszane  były także do obowiązkowych zbiórek surowców wtórnych,  zbierano też zioła, grzyby, które były przekazywane do Rzeszy.

Miarą postępów w nauce były oceny: 1= bardzo dobry, 2= dobry, 3= zadowalający, 4= dostateczny, 5= mierny, 6= niedostateczny, natomiast oceny z zachowania to : bardzo dobre, dobre i zupełnie zadowalające.

Liczba dni wakacyjnych wynosiła 85, z czego 52 dni to wakacje letnie,12- wakacje zimowe, 7 dni – wakacje wiosenne, 4 dni-  w związku z  Zielonymi Świętami. Dziesięć dni pozostawiono do dyspozycji władz powiatowych .

Sprawą najważniejszą dla nazistów był  brak nauczycieli. Podstawę  kadry nauczycielskiej stanowili nauczyciele przybyli z Rzeszy, miejscowi nauczyciele niemieccy oraz  nauczyciele z krajów nadbałtyckich. Nauczycieli spoza terenu Prus zachęcano do podjęcia tu pracy przede wszystkim dodatkami pieniężnymi. Koszty przeprowadzki pokrywało państwo, przyznawano dodatek mieszkaniowy, zapomogę na utrzymanie, dodatek za odbudowę wcielonych terenów wschodnich, oraz – pod pewnymi warunkami – dodatek narodowościowy. Przysługiwała im też dieta na wyjazd do Rzeszy w celu odwiedzania rodziny. Ze względu na brak wykształconej kadry nauczycielskiej, władze oświatowe zezwoliły na zatrudnianie w szkole tzw. sił pomocniczych , czyli osób bez kwalifikacji zawodowych. Kadry  te zasilali absolwenci szkół średnich, przedszkolanki oraz dziewczęta ze Związku Niemieckich Dziewcząt- BDM.  W tej grupie były także niemieckie dziewczęta w wieku 18-25 lat ,  na których spoczywał obowiązek sześciomiesięcznej pracy w ramach Służby Pracy – RAD .  Kierowano je przede wszystkim do pracy w szkołach wiejskich.

W roku 1941 na mocy zarządzenia ministra oświaty utworzono 5- letnie seminaria nauczycielskie. Taki okres nauki dotyczył absolwentów szkół powszechnych. Kandydat na nauczyciela musiał spełniać następujące warunki: narodowość niemiecka, nienaganny charakter oraz co najmniej dobre wyniki w nauce. Na terenie rejencji bydgoskiej  powstały dwa seminaria nauczycielskie : w  Bydgoszczy oraz w Toruniu. Edukacja w seminarium kończyła się pierwszym egzaminem nauczycielskim , który uprawniał do  podjęcia praktyki szkolnej w charakterze kandydata do „ służby szkolnej ”. Po 2-3 letniej praktyce kandydat zdawał drugi egzamin nauczycielski, który składał się z części pisemnej i ustnej. Po zdaniu tego egzaminu otrzymywał tytuł nauczyciela. W przypadku wyniku negatywnego, najwcześniej po okresie sześciu miesięcy, można było go zdawać powtórnie. Ponowne nie zdanie egzaminu  było równoznaczne ze zwolnieniem z pracy w szkole. Poza seminariami, uzyskanie uprawnień nauczycielskich dla kandydatów legitymujących się egzaminem dojrzałości,  było możliwe poprzez odbycie rocznego kursu, który kończył się pierwszym egzaminem nauczycielskim.

Dzieci szkolne wraz z członkinią ArbeitsdientstMiasteczko – lata wojny

Po wejściu wojsk niemieckich na teren gminy Miasteczko Krajeńskie, szkoły zostały zamknięte. W szkole w Wolsku stacjonował oddział niemieckich żołnierzy „Jeden z żołnierzy dopuścił się czynu znieważenia krzyża. Zdarłszy go ze ściany, rozbił go w drzazgi. Następnie wtargnęli miejscowi Niemcy, którzy zbezcześcili wiszące na ścianie portrety, z wyjątkiem portretu Marszałka Piłsudskiego, który później także został usunięty” Po odejściu żołnierzy, także miejscowi Niemcy wtargnęli do mieszkania nauczyciela, które doszczętnie zniszczono.

Szkoły w Grabionnej i Miasteczku, a zapewne i w Brzostowie i Grabównie,  także zostały splądrowane. Nauka szkolna już w szkole niemieckiej, rozpoczęła się w połowie września 1939 roku. Początkowo uczęszczały do niej tylko dzieci niemieckie, a od roku 1940, także polskie. Zabroniono chodzić do szkoły dzieciom rodziców pochodzących z  Kongresówki. Przez całą wojnę nie chodziły one do szkoły, ich  nauką, w miarę możliwości, zajmowała się rodzina. 

W Grabionnie, w roku 1939  uczył Kopczyński. W nieopublikowanej  kronice rodziny Ligenzów napisano „Było ogłoszenie wywieszone aby zapisywać któregoś dnia dzieci do szkoły do pana Kopczyńskiego. Trzeba było najpierw podać datę urodzenia rodziców, ich pochodzenie i gdzie się urodzili. Gdy podałam wszystkie dane nauczyciel Kopczyński oznajmił mi, że moim dzieciom nie przysługuje prawo chodzić do szkoły niemieckiej. Tylko mogą chodzić ci Polacy co się urodzili na ziemiach zachodnich. Na te słowa jakby grom na mnie z wysokiego nieba. Chcę wychodzić, a były nauczyciel mnie zatrzymuje jego matka powiedziała mu kilka słów po niemiecku, więc mi tłumaczy syn po polsku i mówi matka każe mi powiedzieć jak to tera się pani czuje będąc polką a dzieci musi wychować w języku i duchu niemieckim, że ona to przechodziła. Mnie jeszcze gorszy wstręt ogarnął do nich i bez słowa wyszłam a w duchu uradowana, że moim dzieciom nie było wolno pójść do szkoły. ”

Niemieckie władze szkolne żaliły się, niegdyś niemiecka wieś stała się wsią polską i na 87 dzieci tylko siedmioro mówiło płynnie po niemiecku. Dzieci te zaczęły uczęszczać do szkoły w Grabównie. Dopiero 1 kwietnia 1940 roku otwarto w Grabionnej szkołę podstawową , nauka odbywała się tylko we wtorki i czwartki i nauki udzielał nauczyciel pomocniczy z Wolska Erwin Fritz. Szkoła liczyła 75 dzieci, w tym 43 chłopców. Wszystkie dzieci musiały uczyć się języka  niemieckiego podzielono więc dzieci na trzy grupy : grupa pierwsza- dzieci w wieku 6-9 lat ( 38 dzieci), grupa druga – dzieci w wieku 10-14 lat ( 27 dzieci ), grupa trzecia ( 10 dzieci ). Dzieci należące do grupy trzeciej jako jedyne płynnie posługiwały się językiem niemieckim.

W Wolsku od 10 września do października  1939 uczyła siostra Schulz, która przed wojną była nauczycielką religii w szkole ewangelickiej. Następnie, do lipca 1941 roku, Erwin Fritz – syn miejscowego rolnika, po nim do września 1943 roku Fritz Meyer, a  do 15 stycznia 1945 roku członkinie żeńskiej „ służby pracy” Arbeitsdientst, które zmieniały się co pół roku. Z informacji mieszkańców wiadomo, że mieszkały one w pałacu w Brzostowie.

W Miasteczku Krajeńskim szkoła została uruchomiona jeszcze w roku 1939, jej kierownikiem został Konig, a z początkiem kalendarzowego roku 1940, Józef Thomas Wydaje się że polskie dzieci zaczęły uczęszczać do szkoły w roku 1941 gdyż wtedy w arkuszach szkoły ewangelickiej w Miasteczku pojawiają się polskie nazwiska min. Pawlisz, Reszel, Zieliński, Gregulec, Bilecki, Chuchla, Antkiewicz, Stasiak, Grembowski, Tadych.. Dzieci polskie zostały przyjęte do nowo utworzonych klas polskich. Powstały dwa oddziały: dla dzieci młodszych i starszych; podziału na klasy nie było. Nauka odbywała się nieregularnie, czasami dwa, czasami trzy razy w tygodniu; nauczyciele  prowadzili lekcje  po niemiecku, a każde użycie języka polskiego było surowo karane. W dni, gdy nauka się nie odbywała, dzieci wykorzystywano do różnych prac w gospodarstwie kierownika szkoły i nauczycieli. Począwszy od wiosny do końca jesieni, dzieci chodziły do lasu zbierać liście, zioła i pąki drzew. Taki stan rzeczy trwał aż do wyzwolenia tych terenów przez wojska polsko-radzieckie.

Edmund Kędziora po powrocie do Grabionny w roku 1945  tak opisał lata wojny: „Po pięć i pół letniej przerwie wolno mi znów zapisywać wydarzenia do kroniki szkolnej w Grabionnie. Pięć i pół lat niewoli, udręczenia, gwałtów i mordów ze strony Niemców hitlerowskich.  Kiedy 1 września 1939 roku wpadli niemieccy grabieżcy do  Polski, kto mógł uchodził. Tak i ja rychłym rankiem 1 września 1939 roku zmuszony byłem ratować swe życie. Już o godzinie szóstej rano przejeżdżali przez naszą wieś uchodźcy z Grabówna i Mościsk. W pół godziny później cofała się już Straż Graniczna i patrol wojskowy. Mieszkańcy wioski ładowali szybko wozy. Ktoś przyniósł wiadomość , że Niemcy już w Grabionnie. Około godziny siódmej rano ruszył długi ciąg wozów, jadąc przez Białośliwie, Szamocin, Kcynie w głąb kraju. W drodze dowiedzieliśmy się, że nasz powiat wyrzyski ewakuuje się do Chodecza, tam też spotkałem ( w poniedziałek 4 września ) inspektora szkolnego wyrzyskiego i kolegów z powiatu. Tam też dano rozkaz do dalszej ewakuacji do Chorochowa. Szosy zalegały wozy z uchodźcami, ruch mógł się odbywać tylko nocą, gdyż w dzień „kulturalni” Niemcy ostrzeliwali z samolotów karabinami maszynowymi jadącą ludność cywilną.(…). Nastały lata straszne. (…)

                   Niemieccy mieszkańcy Grabionny poczuli się od razu „narodem panów”. Polaków prześladowano na każdym kroku, zapędzano masowo do Grabówna i tam więziono, bito i albo odsyłano do obozów koncentracyjnych lub wracano do domów gdzie zaprzęgano do wszelkich robót.

                  Do wsi przysłano niemieckiego nauczyciela, który uskarżał się, że „ na 87 dzieci zaledwie 7 było Niemców , reszta zaś to Polacy”, że „ Polacy potrafili z Grabionny utworzyć czysto Polską wieś” . Dnia 17 maja 1941 roku w nocy wysiedlono wszystkich Polaków-rolników, właścicieli gospodarstw i wywieziono najpierw do osławionej „ szmalcówki”- tymczasowego więzienia w Toruniu- stamtąd do Potulic, skąd dopiero wkroczenie wojsk rosyjskich uwolniło więźniów z długotrwałej niewoli.

Podobny opis pozostawił pierwszy powojenny  kierownik szkoły w Wolsku Alojzy Neunert „W dniu 24.08.39. nauczyciel kierujący szkołą Wolsku Wiktor Obrowski, powołany został do służby wojskowej. Następnego dnia opuściła Wolsko rodzina powołanego nauczyciela , pozostawiając lwią część mienia na miejscu. W dniu wybuchu wojny przypadkiem tylko wkroczył mały oddział wojska niemieckiego w godzinach południowych do Wolska. Z chwilą tą rozpoczął się udział miejscowej ludności polskiej w pięć i pół rocznej gehennie naszego narodu. Pierwszym odruchem miejscowych Niemców , zwłaszcza młodzieży, podnieconej wizją bezkarności pod osłoną okupującej armii, było zbeszczeszczenie i usunięcie wszelkich śladów polskości, jak drogowskazów, obwieszczeń i innych napisów polskich. Klucz od miejscowej szkoły pozostawał u miejscowego kowala Franciszka Gruncla, od którego zażądało wkraczające wojsko niemieckie otwarcia izby klasowej, gdzie zakwaterowało się na kilka godzin. Jeden z żołnierzy dopuścił się czynu znieważenia krzyża. Zdarłszy go ze ściany, rozbił go w drzazgi, rzucając go na podłogę. Następnie wtargnęli miejscowi Niemcy, którzy zbezcześcili wiszące na ścianie portrety, z wyjątkiem portretu marszałka Piłsudskiego, który także został później usunięty. W ciągu nocy, gdy oddział wojska niemieckiego opuścił miejscowość, włamano się do mieszkania nauczyciela, które doszczętnie splądrowano.

Nauczyciel W. Obrowski, powróciwszy z początkiem października 1939 roku, zastał tylko uszkodzone, puste meble z powyłamywanymi zamkami u drzwi. W dniu 05.11.1939 r. zdał szkołę na ręce niemieckiego sołtysa, poczem po kilku dniach wywiózł resztę swego mienia i rozmieścił je u krewnych w powiecie chodzieskim. W dniu 14.04.1940 r. został internowany i po pewnym czasie umieszczony w obozie koncentracyjnym w Dachau. W jesieni 1942 roku przeniesiony został do obozu w Mauthausen, gdzie został później zamordowany. Wdowa i dzieci po męczenniku przebywają obecnie najprawdopodobniej w Chodzieży. (…)

Nauka szkolna, teraz już niemiecka, wznowiona została około 10.09.1939 r. prze niemiecką siostrę miłosierdzia Schulz, która przed wybuchem wojny nauczała tutaj religii ewangelickiej. Początkowo uczęszczały tylko dzieci niemieckie, później dzieci Polaków- kandydatów na członków niemieckiej listy narodowej, wreszcie wszystkie inne dzieci polskie z wyjątkiem pochodzących rodem z byłej Kongresówki. Ogólnie zastosowano i tutaj powszechny na całym Pomorzu tryb postępowania. Nauczali tutaj kolejno:

1.Schulz od około 10.09.1939 do 10. 1939

2.Erwin Fritz ( niepełnoletni syn miejscowego rolnika) od 10.1939 do 07.1941

3. Fritz Meyer od 10.1941 do 09.1943

4. Członkinie żeńskiej „ służby pracy” ( Arbeitdienst )  zmieniały się co pół roku w zależności od czasu służby od 09.1943 do 15.01.1945 r. kiedy to na skutek zbliżającego się frontu przerwano , a właściwie zakończono naukę szkolną.

W dniu 01.01.1945 roku uszli miejscowi Niemcy , zaś 28.01.1945 r. wkroczyły pierwsze oddziały Armii Czerwonej (…),Dzięki staraniom i pomocy miejscowych gospodarzy, zwłaszcza gospodarza Matuszewskiego, powracająca z prac przymusowych z Rzeszy , przedszkolanka Gójska Sabina, wznowiła z dniem 08.03.1945 r. naukę szkolną w języku polskim. Początkowo jest 20 dzieci, których ilość wzrasta w krótkim czasie do 35. Wszystkie są z Wolska. Stan umysłowy i moralny uczniów przedstawia ugór, którego przeoranie to żmudny, ale jakże konieczny trud.

Stan materialny szkoły przedstawia się następująco. Budynki nie były przez cały czas okupacji w ogóle remontowane. Dzięki dobrej konserwacji w okresie przedwojennym większych inwestycji gwałtownie nie wymagają. Jedynie stan stropu nad izbą lekcyjną, oraz podłóg, w mieszkaniu pozostawiają sporo do życzenia. Poza tym konieczność wykonania zarówno w klasie jak i mieszkaniu nauczyciela prac malarskich, po ostatnim remoncie w roku 1937, jest rzeczą samą przez się zrozumiałą. Z liczby 58 drzew owocowych, zasadzonych w 1938 roku, pozostało zaledwie 21 sztuk. Drzewka pomarły najprawdopodobniej na skutek uszkodzeń poniesionych przy zbyt niedbałej orce. Rola szkolna oraz łąka nieprawdopodobnie zachwaszczone i wyjałowione. Sprzęt szkolny ocalał, zaś pomoce naukowe zniknęły. Tak więc, jak na odcinku pracy pedagogicznej, tak i na gospodarczym zastały stan faktyczny wymaga uciążliwej i rzetelnej pracy od podstaw.”

 W kronice szkolnej w Miasteczku  Aleksander Gawroński zamieścił następującą informację.

” Szkołę organizują Niemcy jeszcze w roku 1939. Uczą się tylko i wyłącznie dzieci niemieckie. Kierownikiem szkoły w roku 1939 był Niemiec Konig. Pracują na razie dwie siły. Z początkiem roku kalendarzowego 1940 kierownikiem szkoły zostaje Niemiec Thomas Józef. Od tego czasu pracują w tej szkole cztery siły. Dzieci polskie zostały pociągnięte do obowiązku szkolnego. Uczą się oddzielnie w klasach dla Polaków. Dzieci polskie podzielono na młodsze i starsze . Podziału na klasy nie było. Nauka dla dzieci polskich odbywała się nieregularnie . Uczono dwa a najwyżej trzy razy w tygodniu. Uczono po niemiecku. Mowa polska została wyrugowana. Za każde wypowiedziane po polsku słowo czekała dzieci surowa kara. W dni kiedy nauka dla dzieci polskich się nie odbywała , używano dzieci do różnego rodzaju pracy……. Zaprzęgano do prac w ogrodzie i polu. Począwszy od wiosny do późnej jesieni pędzono dzieci polskie do lasu po zioła, liście i pąki drzew. Nie zwracano nigdy uwagi na to czy dzieci są dostatecznie ubrane by mogły uchronić się przed zimnem. Dzieci niemieckie postępują z dziećmi polskimi w ten sam sposób w jaki postępują dorośli Niemcy w stosunku do dorosłych Polaków. Obelgi i doraźne kary cielesne za nieistotne przewinienia są na porządku dziennym.”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Print Friendly, PDF & Email

Comments off